Strona główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 marca 2013

Słowa.

Zapragnęła nowego wyrazu, slowa, dźwieku chociaż. Zapragnęła. I co z tego, każdy czasem czegos pragnie, ale wszystkiego miec nie można. Roztrzepany bachor tego nie rozumie. Ona chce i już, tak ma być. Stać się w tej chwili, nie żadnej innej.

Posmakowała kiedyś życia, w głowie jej sie poprzewracało, powinna zapomnieć o tym, tylko udaje, że nie potrafi. Siedzi teraz gdzieś w kącie i rząda. Rządanie jej przypomina płacz dziecka, któremu rodzice nie chca kupic batonika, a ono tak bardzo chce. Nie jest wazne czy ma ochotę czy nie, bo pewnie jej nie ma, liczy się chęć, posiadanie. Ona nie posiadła nowego słowa, nikt nie chciał go dla niej stworzyć.

Możnaby cofnąć czas, do osoby, która kiedys dla niej słowa kupowała na wagę, w tamtych czasach, ona nic sobie z tego nie robiła, sprzedała twórce jej słów na jakimś marnym targu, za grosze. W ten sposób została sama. Dawno dawno temu, i tak trwa do teraz. Czasem otwiera oczy, podgląda czy ktoś widzi jej płacz. Nikt nie widzi, nikogo to nie interesuje, ludzie uodpornili się już dawno na jej ból. Zaciska zęby, zaciska pięści.

Opętało ją szaleństwo. Kiedy ostatni raz widziałeś jak tańczyła na wietrze ? Teraz właśnie to robi. Idiotka, na wietrze tańczy się w filmach, kiedy w tle leci wzniosła muzyka, a główna bohaterka swoim tańcem przekazuje nam madrość. Mądrość o wolności, wolności ciała, wolności umysłu. A Ona ? Ona wcale nie jest wolna, to po co tańczy ? Co chce tym pokazac i udowaodnić, gdyby miała tańczyć dla zabawy mogła równie dobrze tańczyć w swoim kacie, nikt nie kazał jej pokazywać się na dworze, na wietrze, wsród ludzi, wśród ptaków, wśród drzew, wśród tego całego balaganu, którego tak bardzo się przecież bała. Chciała pokonać swój lęk. Lęki nie przechodzą od tak. Mała smarkula, kiedys jej sie oberwie za to ciągłe wymyslanie, przekrecanie, prowokowanie. Ciekawe czy kiedyś znajdzie ten swój wyraz, którego sama nie potrafi wymyslić....







sobota, 26 stycznia 2013

Ode mnie o Tobie.

Wydawałeś się silny, najsilniejszy. Niepozorny, całkowicie, kto by pomyślał, bo nie mówie tu o sile fizycznej, mówie o sile Twojego umysłu. Próbowałeś mnie odkryć tak bardzo jak jeszcze nigdy nikt nie próbował. Zaufałam Twojej sile, zaczęłam ufać całemu Tobie. Zaczynałam czuć, że nie spoczniesz dopóki nie wyrecytuję Ci całego swojego życia. Chciałeś, sam chciałeś brnąć w to co niedozwolnoe. Chciałeś chłonąć mnie jak gąbka. Chyba sam nie zastanowiłeś się nad tym co mógłbys usłyszeć. Myślałeś, że błądze gdzieś w wyobraźni, a to co ukrywam nie może być bardziej przerażające niż Twoje nocne koszmary. Błąd. Nigdy więcej nie udawaj, że wiesz czego powinieneś się spodziewać. Nigdy nie możesz być pewien. To Cię zgubi. Ludzie sa nieprzewidywalni. Mogłabym być Twoim aniołem, może nawet stróżem, tylko czy pomyślałeś za jaką cenę stróż walczy o podopiecznego ? Jak bardzo zły musi być i zniszczony w środku by podporządkować całe swoje życie pod jedną osobę i bronić tylko i wyłącznie jej ? Gdy zamykasz oczy myśląc o mnie, co widzisz? Bezbronność, strach, ciekawość, szaleństwo? Połącz to w jedność, czy jest coś bardziej potężnego niż mieszanka nieodgadniętych jeszcze przymiotników... Podróż w przeszłość zawsze kosztowała mnie bardzo dużo, dużo łez i bólu. Nie ma odpowiedzniego czasu na spowiedź, szczególnie jeśli leżymy wtuleni w siebie podczas jednego z nielicznych naszych wieczorów. Żałujesz czasami, że wypowiedziałeś to słowo ? Ja bym chyba żałowała, mimo wrodzonej ciekawości świata, dobrze wiem czego wiedzieć nie powinnam, moim przekleństwem jest to, że i tak wiem wszystko, Ty jednak miałeś wybór, mogłeś zaprzestać, tak po prostu odpuścić. Wracam do tego teraz, wcześniej wolałam o tym nie mysleć, udawać, że nadal nikt nie zna moich mrocznych tajemnic. Gram, gram w życie, Ty też powinieneś. Przychodzi taki moment w naszym życiu, kiedy nie potrafimy sobie poradzić z tym co wiemy, odpychamy wtedy te mysli i udajemy, że nie słyszymy ich krzyku. Chyba powinieneś nauczyć się wyciszać, lepiej teraz niż za chwilę. Za chwilę może być za późno, zje Cię poczucie czyjegoś bólu, zje Cię ciakawość jak , kiedy i dlaczego to się stało. A ja ? Ja już milczę, zawsze przecież milczałam, nauczyłam się bezbłędnie podróżować w ciszy, chyba sam powinieneś spróbować.









niedziela, 20 stycznia 2013

Myśli.

Zamknij je. Nie patrz. Krzycz, krzycz ile tylko chcesz. Zacinij zęby i pięci. Ból który tkwi w Tobie niech wypłynie wraz z uderzeniem serca.

Cisza, spokój. Nic. Muzyka, przepływa przeze mnie, wypełnia mnie od stóp po głowę. Myślę, myślę, myślę. Nie wiem czy kiedyś mnie zrozumiesz, jestem inna, różna, każdy jest. Mówię do Ciebie ale mam wrażenie, że te słowa odbijają się od Ciebie jak od ściany, i nigdy do Ciebie nie dochodzą. Krzyczę żebys trzymał mnie za rękę kiedy idę obok, a Ty nic, idziesz, czasem spoglądasz na mnie, każesz mi przyspieszyć. Od niechcenia się uśmiecham.

Każdy czasem kłamie w ten sposób. To takie oczywiste. Usmiechasz się kiedy chcesz płakać, masz na twarzy maskę i wydaje się, że wszytsko jest kolorowe. Tylko w twojej glowie wszystko wygląda inaczej, gorzej niz postrzegają to inni.

Nie chcesz mnie złapać za rękę, to sama to zrobię. Myślę tylko o tym żebyś jej nie puścił. Poczułabym się źle. Nie puścileś. Dziękuję, uśmiecham się do Ciebie znowu, teraz już szczerze i prawdziwie, mimo że nadal mam w pamięci tę przedchwię kiedy to nie chwyciłeś mnie sam, mimo że szłam za Tobą, nawet mnie nie widziałeś. Nie troszczyłeś się o mnie? Troszczyłeś ,wiem, że zawsze sie troszczysz. Może w Twojej głowie byly inne myśli, ważniejsze, mocniejsze, takie które nie pozwoliły Ci myslec o Twojej dłoni która na pewno bardzo chciała mnie chwycić.


Bałaganu ciąg dalszy. Przyszłam, jestem skoro przyszłam, jestem z Tobą i dla Ciebie, a Ty gdzie byłeś zanim położyłam się obok. Gdzie uciekał Twój wzrok kiedy nie mógł uciekać do mnie? Myslałeś kiedyś, że jestem zdolna do patrzenia na świat twoimi oczyma? Okradam Cię z Twoich włąsnych spojrzeń. Nigdy o tym nie mówię, pewnie i tak byś nie uwierzył, nikt nie wierzy. Biorę Toje spojrzenie czasami, zakładam na nos i nosze jak okulary. Nienawidzę ich. Patrzysz czasem jakbyś był ślepcem ! Nie widzisz tego na co moje oczy bardzo chcą patrzeć. To okrutne, chciałabym żebyś widział czasem to co  ja. Żebyś umiał wierzyć i chcial wierzyć mimo wszytsko, że czasem nawet w najciemniejszym zakamarku można znaleźć cudowny skarb.


Myślę, myślę, myślę. Główkuję, jak by mogło być, gdyby nie byo tak jak jest. Lepiej ? Nie, na pewno nie. Gorzej ? Możliwe. Śmietnik mam w głowie.Oczy patrzą przed iebie i nawet nie wiem co widzą. Nie lubię nie wiedzieć !

Kradnę czasem Twoje sny. Czasem a nawet czesto. Czasem się ich boję, myślę sobie później czy zapamiętasz ich twarze tak dokładnie jak ja, i czy kiedy zobaczysz je w rzeczywistosci , przypomnisz sobie że Ci się śniły. Nie zapamiętasz ich, wiem to, zamazałam dokładnie każda z twarzy w Twoim śnie.


Jestem zła. Może tak, chyba tak, na pewno. Boli czasem kiedy myslę o tym wszytkim co zrobiłam. Nigdy nie waż sie mysleć ze jestem dobra, nie jestem. Nigdy nie byłam. Teraz się staram, staram się zamazać ślady przeszłości, tak żeby nigdy nikt nie wiedział, nie domyslił się. Pomyśl sobie o najgorszej rzeczy jaką człowiek może zrobić człowiekowi. Byłbyś do tego zdolny ? Ja byłam.

Przestań już myśleć, odejdź od tego, zamaz, za dużo ich. Boli, bardzo czasem boli. Ale jednak wszystko, mimo wszystko zostaje we mnie, ze mną, tu, i nigdy nie dowiesz się nic więcej, jeśli nie będziesz umiał sformuować tego jednego, jedynego pytania...




niedziela, 6 stycznia 2013

Serce.

Zamknęłam kiedyś za sobą drzwi. Wyszłam, tak po prostu opościłam cząstkę mnie, by przez chwile poczuć, że jestem wolna, że nie należe do nikogo, nawet jeśli nikim jestem ja sama. Długo później nie mogłam znaleźć drogi do owych drzwi. Zgubiłam mape, wszystkie ślady zatarł wiatr. Zostałam więc sama, tak jak tego chciałam. Odepchnęłam wszystkich i wszystko.

Na samym końcu świata wcale nie jest tak pięknie jak opisują to we wzruszających i chwytających za serce książkach. Koniec świata jest końcem. Każdy wyobraża go sobie na swój własny sposób, ale przecież dobrze wiemy, że każdy, znany nam z życia codziennego, koniec nie jest niczym przyjemnym i pięknym. Jedyne czym można zachwycić się w końcu, jest początek czegoś nowego. Czy ta kwestia wygrywa ? Tak, tak myślę. 

Stałam więc zupełnie sama, oczy me wypełniły się łzami, nazwałam je moimi towarzyszkami podróży, nigdy później nie zawiodły mnie kiedy ich potrzebowałam. Szłam tak bez celu, przed i za siebie, wracając czasem do wspomnień, mogłabym o nich nie myśleć, na pewno bym potrafiła, ale nie chciałam. Dobre czy też nie, wspomnienia sią tak bardzo częścią mnie jak ja sama. Muszę czasem je wspomnieć, od tego są.

Nie musicie zgadywać co kryję w swoim sercu, nie musicie nawet zastanawiać się co kryje się w Waszych, ale o ile prościej by było gdybyśmy umieli znaleźć nić porozumeinia miedzy nami samymi, a naszymo sercami. Czasem mam wrażenie, że moje jest mi obce. Nie należy do mnie. To miałby sens.

Moje serce należy do kogoś innego. Poszukuję czasem Jego właściciela, bo wiem że ta osoba będzie miała w sobie równie niezrozumiałe, moje serce. Niekiedy wydaje mi się, że je znalazłam. To nie ono. Było tylko podobne. Może zawierało część mnie. Sama nie wiem. To takie uczucie zagubienia, kiedy chcesz odebrać komuś swoją własność, a okazuje się, że to wcale nie to czego poszukujesz. Kiedyś chyba każdy to przeżył. Może tylko nieliczni, a może większość. 

Może nie znalazłam swojego, a  może jest już dawno przy mnie choć jeszcze nie poczułam jego bicia. Wiem jedno, każde serce, które pozwoliłam sobie pomylić z moim było piekne. Biło pięknie. Pamiętam każdą z melodii jakie grały. Było ich niewiele,  ale o każdym czasem wspominam, o każdym, kiedy jestem sama, gdzieś za tymi zamkniętymi drzwiami, z moimi łzami. Dziękuję, że byłeś, jesteś i.




Gdybym mogła narysować moje myśli, byłyby biciem Twojego serca ,kiedy tak patrzyliśmy w niebo.

To się nie skończyło. To dopiero się zaczyna. My się zaczynamy. A ja ? Od teraz zacznę być sobą, zanim ktoś mnie uprzedzi. 




środa, 26 grudnia 2012

Szepty.

    Jesteś snem, który sni się za każdym razem kiedy tego chcę. Kiedys każdy z niewysłanych listów nazwę Twoim imieniem. Przeciąg znów nie pozwolił mi zasnąć. W okno bije deszcz, okno to boli, krzyczy, że dłużej tak nie wytrzyma. Deszcz przestał padać. 
    Wróć. Daj mi kilka dni. Wchłone cały ten zapach i opowiem Ci o wszystkim przy filizance herbaty. Słoik na marzenia i herbata karmelowa pod poduszką,pasują do mnie jak nigdy. Myśli, przebukuj bilet, zostań na dłużej. I w oka mgnieniu zawładniemy światem.
   Są historie tak piekne, tworzą się w mojej głowie, że żadne słowa nie są wstanie ich opowiedzieć. Wyłapujemy jeszcze siebie po cichu, szukających kąta dla siebie. Nie wiem czy tak miało być...W świecie bajek i surrealistycznych snów, brak jest miejsca na odnośniki do literatury.
    Odbiłam się o czyjś oddech. Może to tylko błąd systemu zapijany czarna kwaą. Nie wierzymy juz, że to ma sens. Nie wierzę, że go nie ma. Pomiędzy ucieczkami i powrotami, znikam z mapy Twojego świata.    
    Skoro znów chciało Ci sie wracać, dlaczego nie zostałeś na dłużej ?   Dzień dobry, to już nie o Tobie. Teraz leczę duszę z silnego przedawkowania rzeczywistości.
     S z e p t y, które nie pozwola nam dzisiaj zasnąć jeszcze wrócą.
     Lepsza wersja lepszej wersji. Zabawy słowne i zabawne słowa. Jeszcze szukam, ale czasem juz wiem czego.


poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wymyśliłam sobie Ciebie.

    Dziś przepłyniesz przez moje palce jak woda i zatrzymasz sie na plamie z krwi i octu. Dziś własnie tak smakuję. Ty jednak nadal mnie kochasz. Z góry jesteśmy mniejsi. Im wyżej jest ten kto patrzy, tym mniej nas widzi. W pewnym momencie znikamy, tak jakbysmy wcale nie istnieli. Tak jak nie ma nas na drugiej  półkuli, księzyca i słońca. Teoretycznie nie istniejemy. Ale jeśli Ty wymyslisz sobie mnie, ja wymyslę sobie Ciebie. Wymysliłam więc Ciebie, przerysowałam na kartkę, dodałam parę łez i kazałam ożyć. Ja żyje tak jak chcę, a Ty? Jak Ty będziesz żył, wiedząc, że jestem częścią Twojego życia. Możesz iść. Więc dlaczego nie wstaniesz i nie wyjdziesz? Jeszcze mnie wołasz , choć juz dawno przy Tobie stoję.
    Nocne wędrówki umysłu. Moje fobie nie są częscia zabawy, ale przytulaja mnie czasem, kiedy myślisz że spię. To nic takiego, to jest jak sól, której przestanę dodawać do życia. Przenosimy świat w zamarzniętym pudełku. Bo widzisz klucz można podrobić, ale marzeń się nie da, bo one są tak bardzo niepowtarzalne, jak nadzieje która płynie w naszych żyłach zamiast krwi.



piątek, 21 grudnia 2012

Bicie malutkiego serca

Na świecie żyje sześć miliardów ludzi. Choćbyśmy się zawzięli aby powiedzieć, że każdy z nich postrzega świat inaczej, nie uciekniemy od faktów. A fakty mówią, że każdy człowiek świat może postrzegać poprzez ograniczona ilość zmysłów. Jedni wola patrzeć inni słuchać. Są tacy co świat odbierają dotykiem, jak i tacy co wolą go kosztować. Jednak podobno żaden z nich nie odbierze nigdy świata takim jaki jest naprawdę. Bo świat trzeba umieć objąć z każdej strony. Trzeba go widzieć, słyszeć, czuć i kosztować, tak jak filiżankę ukochanej kawy. Są ludzie którzy posiedli umiejętność postrzegania świata każdym zmysłem. Jednak co z tymi, którzy w pewnym momencie życia, odrzucają jakikolwiek sposób postrzegania świata?

Nadia miała dziewiętnaście lat, długie ciemne włosy i wiecznie zamyślone oczy. Poruszała się gracją tancerki i lubiła żyć, tak po prostu.


- Myślisz że tak można?
- Jak?
- No zakochać się tak mocno, że z dwóch osób robi się jedna.
 - Nie wiem, ale to chyba niemożliwe, bo to by oznaczało, że jedna z tych osób siedzi w drugiej.
- Tak masz racje, to było głupie pytanie.

Nocne wędrówki umysłu. Moje fobie nie są częscia zabawy, ale przytulaja mnie czasem, kiedy myślisz że spię. To nic takiego, to jest jak sól, której przestanę dodawać do życia.

Tak samo jak lubiła żyć, lubiła swoją przyjaciółkę. Miały tyle samo lat i nigdy nie kończyły im się tematy do rozmów. Rozmawiały ciągle, bez przerwy, nawet wtedy gdy milczały.

- Co to znaczy, że coś jest absurd?
- Dlaczego pytasz?
- To słowo powiedziała dzisiaj mama jak jej mówił na co jestem chora
- Co byś zrobiła gdybym Ci powiedziała, że miłość kocha miłość?
- Że to niemożliwe
- To jest właśnie absurd
- A więc jestem zupełnie zdrowa?
- Oczywiście że tak

I kolejny zgrzyt w jej kolorowym świecie. To taki nagły krzyk syreny, zakłócającej dotychczasowy spokój. Krzyk który dla niej był niczym muzyka.

- Nadio, już jest siedemnasta - usłyszała znajomy męski glos
- A tak już idę - odpowiedziała i odeszła od okna. Raz jeszcze spojrzała na okrągły zegar na ścianie. Dwie czarne wskazówki niczym wąsy potężnego tygrysa falujące na silnym wietrze poruszały się powolnie, poganiane przez mniejszą, czerwoną. Delikatne tykanie już od lat miało swój własny rytm. Bicie malutkiego serca, popychane silniejszą linią życia. Koło wykonane na zamówienie kogoś innego. Złudne westchnienia wołające o chwilę spoczynku. Bezustanne kroki wyznaczające ciągle tą samą drogę, usypaną sześćdziesięcioma małymi kamyszkami, w ciągu jednej minuty marszu. Chwiejne myśli czekające na noc. Nieustanny choć słabo wybijany rytm zagubionego serca.
Tak, była już siedemnasta.

Ona jest bez skazy
Jak oszlifowany lód
Ona troszkę brudna
Jak kosmaty diabeł

Znudzona tym samy widokiem co zawsze, nie rozglądała się już dookoła. Wpatrzona w końcówki swoich czerwonych adidasów, nie zwracała uwagi na kroczącego obok mężczyznę. Był nawet przystojny. Wysoki, szczupły o delikatnych rysach twarzy i czarnej czuprynie. Nie wiedziała jaki ma kolor oczu, a przecież zawsze w nie patrzyła. Miał za to piękne dłonie. Dotykał ją czasami, gdy jej przyjaciółka była nieposłuszna. Nigdy jednak jej nie skrzywdził. Miał tylko jedną wadę - był mężczyzną, a tego się nie wybacza.

Jeszcze mnie wołaśz, choć juz dawno przy Tobie stoję.

- Masz papierosa ? - spytała nagle
- Nie wiedziałem, że palisz
- Nie palę, ale jestem ciekawa jakie to uczucie kiedy tytoń przeciąga się przez twoje ciało, jak powolna trucizna trująca pomalutku - powiedziała patrząc przed siebie
- Nie palę i ty również nie powinnaś - zwrócił jej uwagę
- Zapamiętaj jedno - obróciła twarz w jego stronę - Nie ma już rzeczy których nie powinnam
- Jak wolisz -zbagatelizował jej poważny ton i przystanął przy beżowych drzwiach -Mów mi Alex - uśmiechnął się szczerze
- Po co?
- Miło jest się czasem do kogoś odezwać, prawda ? - usiłował spojrzeć jej w oczy
- Rozmowa kimś może być naprawdę ryzykowna - uśmiechnęła się gorzko
- Jesteś szalona. - westchnął
- Wiesz ... - złapała za klamkę i spojrzała mu w oczy - Miałbyś piękny kolor oczu gdyby należały do mnie - weszła do doskonale znanego pomieszczenia.

Pozwoliła sobie, aby ostatnia rozmowa z kimś o imieniu Alex, rozpłynęła się po jej duszy. nie potrzebowała litości. Nie ufała nieznajomym.
Czarnowłosy przez chwile jeszcze stał, wpatrzony w zamykające się z tupetem drzwi. Nie był mężczyzną. Nie był sanitariuszem z własnej woli. Służba zastępcza tak to się nazywało. Przecież to i tak było lepsze od wojska. On lubił rozmawiać. Robił to ze wszystkimi, aby tylko zagłuszać swój wewnętrzny głos. Bał się, że w tej dziewczynie jest więcej z niego niż z niej, a może bardziej z jego pragnień. Ona była szalona, on wolał rozmawiać z innymi.

Niech światła reflektorów
Zakryją ci oczy
Nie zobaczysz
Jak potrafi się uśmiechać

Usiadła na jasnym, drewnianym krzesełku. Zsunęła się lekko tak aby siedzieć teraz w taki sam sposób jak siadała w szkole.


- A jeśli któregoś dnia będę chciała cię zostawić?
- Zginiesz beze mnie!
- To lepsze, niż umieranie na raty... Odejdź!
- Wiesz, że na to jest tylko jeden sposób.
- Chcesz abym cię zabiła ?
- To ty tego pragniesz.
- Pragnę miłości.
- A więc kochaj... mnie
- Nienawidzę cię!
- Też cię kocham.

Ten sam scenariusz wydawał się już nie sprawiać jej trudności. Lubiła mężczyznę o beznadziejnych oczach i pięknych dłoniach. Kobieta w białym fartuch miała ciepły głos, mimo iż jej twarz była pokryta zbyt grubą maską pudru o brzoskwiniowym odcieniu.

- To go boli - zwróciła uwagę kobiecie która nerwowo pukała koniuszkami palców w drewniane biurko
- Proszę?
- Stół . - pokazała na dłoń kobiety - sprawia mu pani ból
- Rozumiem - powiedziała- A więc bez zmian - szepnęła sama do siebie
- Wie pani że on też ma duszę? Wszystko ma duszę ! To ten głos wewnątrz nas, to, to jacy jesteśmy.-mówiła spokojnie, patrząc na podłogę -Nasze ciało jest głupie, nawet nasz mózg to zwykły automat. Dusza to pozycja wśród szarej pozy. - spojrzała na lekarkę - A ja... Ja mam dwie dusze i bardzo lubię poezje.- uśmiechnęła się
- Tak - lekarka uśmiechnęła się - Możesz już iść - dziewczyna posłusznie opuściła gabinet.

- Jesteś głupia
- A więc i ty również
- Ale ja kiedyś byłam normalna
- Psycholka...

Ale czy to nie prawda? Czy istotnie nie wszystko duszę posiada? Bo jak inaczej wyjaśnić jęk starego tapczanu, gdy rzucamy się na niego zbyt wielkim okrucieństwem? Albo cichy płacz szafy przesuwanej zbyt wielką siłą. Wszysto ma dusze, a dusza boli bardziej niż calo.

Więc dlaczego nie wstaniesz i nie wyjdziesz?

- Znów rozmawiasz sama ze sobą
- Nie prawda, rozmawiam z tobą
- Przecież jestem tylko wytworem twojej wyobraźni
- W takim razie zniknij
- Nie mogę
- A więc bądź towarzyszem moich rozmów już na zawsze

Początki są najtrudniejsze. Ręce wyciągnięte w przyjaznym geście i deszcz zmywający wszystkie dobre uczynki ze zmęczonego ciała. Częste tęsknoty i ciche niesłyszalne szepty okrągłego zegara.

- Ty nie istniejesz.
- Tak. Z nikim nie rozmawiasz.
- Nie ma cię.
- Nigdy mnie nie było.
- Chodź, mam ochotę napić się herbaty.
- Ja też poproszę.

Można bardzo czegoś pragnąc. Można podobno pragnąć tez za bardzo. Ale skąd mamy wiedzieć jak bardzo to jest już za bardzo? Cienka jest granica pomiędzy normalnością a szaleństwem.

Ona jest szalona
 I myślę, że ona o tym wie
Ona jest szalona
 I myślę, że mi się to podoba


Jeszcze tego nie wiesz, choć może się spodziewasz,
że pewnego dnia spojrzysz w moje oczy i powiesz, że mnie kochasz.